wtorek, 9 czerwca 2015

Kołowrotki.

Grosz do grosza, aż uzbiera się kokosza....
Mam Sonatę Kromskiego!
Dla niewtajemniczonych- Kromski&Sons http://www.kromski.com/ to przodujący Polski producent narzędzi do przędzenia oraz tkania, wraz ze wszystkimi dodatkami obejmującymi tą działalność rzemieślniczą.
Powoli, powoli wyłaniają się inni, za co trzymam kciuki i ochoczo śledzę, bo jednoznacznie oznacza to, że na kołowrotki i krosna jest popyt. Posiadanie zabytku jest miłe, niestety zabytek ten często nie nadaje się już do płynnej pracy.


Więc nowe.
Ceny Kromski ma ciężkie, jak ciężki jest chleb w tym kraju, ale warte tego co się płaci. Głównie chodzi tutaj o wykonanie. Elementy są do siebie idealnie dopasowane. "Ruchome" śruby, a więc te z mechanizmów do składania sprzętu, są ukryte w toczonych bolcach. Nie ma wyszczypień, zadziorów, wystających śrubek. Dbałość o detal, np. w naprzemiennym układzie szprych o różnym toczeniu, miło zaskakuje.
Kołowrotek jest stabilny, zarówno w konstrukcji jak i w swojej wadze. Na prawdę kawał dobrej roboty. Tak dobrej że zwraca to uwagę wśród tego co trafia nam na co dzień do rąk.
Co lepsze, Sonata posiada torbę. Można kołowrotek złożyć na pół, założyć na plecy (torba ma szelki), i iść prząść w świat. Może się skuszę....

Nie bez powodu wybrałam ten model. Ma dwa pedałki, a więc jest "lepszy" do przyswojenia dla mózgu w pracy przędzenia, no i chyba najczęściej wybierany- choć ocena sprzętu jest wysoce indywidualna.

Zauważam u siebie syndrom "ojca śpiącej królewny". Muszę mieć wszystkie kołowrotki! To jakiś absurdalny ciąg do zbierania. Nie ważne że nie będę na nich pracować. Chcę! Chcę! Schowam je wszystkie w piwnicy i będę na nie patrzeć.

W samej pracy Sonata jest jak każdy inny kołowrotek. Szpula, skrzydełka, kółko, pedał i wio. Kręć się, kręć. Chwalę się głównie dlatego, że jest to fachowo i pięknie wykonany przedmiot. A porównam go zdjęciowo z moim staruszkiem.


Staruszek w nowosądeckiem nazywany jest "wózkiem".
Wózek dostałam od babci i nie posiadam wystarczająco cierpliwości by poradzić sobie z wyregulowaniem hamulca i naciągu. Mam uprzejmych, którzy na pewno wszystko by pokazali i wytłumaczyli jak krowie na rowie, niestety żeby dziadka wpakować w autko i zawieź na wycieczkę, czasu już brak.
Dziadziunio u Kromskich byłby typu Prelude.
Jest już tak wysuszony, że aż lekki, w jednej nóżce złapał go robak i po wielu zimowaniach na strychu jakby się wypaczył. chodzi głównie o element z wrzecionem.


I w wykonaniu, to on nadawał ocenę Sonacie, bo w tym zabytkowym modelu, większość elementów jest na wpust. Nie ma śrub, pojawiają się tylko drobne gwoździki. Toczenia i dopasowania są bezbłędne, bez przesady i ze smakiem.
Ale dość ględzenia. Oto zdjęcia (a z pracy, jak już usiądę, postaram się nakręcić filmik i wrzucić na facebooka https://www.facebook.com/tworysztuki).
Jeśli chcesz powiększyć zdjęcie, kliknij na nie.

Sonata:


Dziadek:


Macie tak że zakochujecie się w przedmiotach?....

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Portret 1000 i jednej nocy.

Mocno sobie schlebiłam tytułem, ale już spieszę z tłumaczeniem.

Najczęściej inspiracje łapię, podczas wykonywania czegoś całkiem innego. Rzadko kiedy w mojej głowie rodzi się pomysł, który później trzeba opracować. dopracowywać, poszukiwać różnych wariantów. Jestem głównie kopistą i wynika to (jak chce sądzić) z zawodu. W konserwacji, czy w sztukatorstwie nie ma raczej miejsca na własną twórczość, wszystkie czynności skupiają się na odtwórstwie. To z kolei ciągnie temat rekonstrukcji strojów historycznych- ale o tym jeszcze nie raz.

W tym przypadku siedziałam wygodnie na wersalce i haftowałam, jednym okiem oglądając fatalny w scenografii, ale o zgrozo niesłychanie wciągający, serial "Wspaniałe stulecie". Nawlekam kolejną nitkę na igłę, źle życząc czarnemu charakterowi i nagle bum!
To światło, ten układ, te zmarszczki, broda i łysina. To! No i nowe kredki leżące na wyciągniecie ręki. Haft poszedł w kąt.

Dlatego "portret tysiąca i jednej nocy"? Bo serial opowiada o życiu sułtana Sulejmana Wspaniałego, a przedstawia jednego z aktorów, grającego postać głównego sędziego Konstantynopola.


Nie pisze tego by pochwalić się Wam nie wiadomo jakim osiągnięciem. Portret jest średni, a kartka to papier do drukarki- tylko takie miałam w sobotnią noc pod ręką. Cała radość jest w nowych kredkach i etapach wyłaniania się. Najczęściej większość z moich rysunków trafia do teczki by umrzeć w zapomnieniu, bo efekt końcowy jest taki sobie, lub całkiem nieudany. Cieszy mnie sam proces rysunku, tego jak nabiera kształtów i tego że odpowiedni kolor uzyskuje dopiero po nałożeniu 5 koloru kredki w to samo miejsce. No i cieszą mnie nowe kredki...

Po kolei. Print screen  z serialu i krok po kroku wyłaniania się.


piątek, 5 czerwca 2015

Kościół i kolegium oo. pijarów w Łowiczu.

Ciągle myślami w jednym miejscu, ale to dlatego że Łowicz na prawdę ma w sobie jakąś magię. Dla mnie również w realizacjach architektonicznych, a dokładnie w ich konserwacji i renowacji.
Kościół oo. pijarów elewacje frontową ma odrestaurowaną na błysk. Ze starego rynku dokładnie widać jaśniejąca biel wież. Ale to co się tam dzieje teraz w środku... Oh mon Dieu!
W prezbiterium w całości poddane są oczyszczeniu i punktowaniu freski na sklepieniu. W obu nawach bocznych poczynione są dokładne odkrywki i opisy ukrytych pod farbą z lat trwania komuny freski, z przedstawieniami rodzajowymi aniołów i scen biblijnych. Ogrom zdobień ornamentów późno barokowych wręcz hipnotyzuje, nie pozwalając zatrzymać się oczom na jednym tylko miejscu.

Jeśli chcesz powiększyć zdjęcie, kliknij na nie.


Co najbardziej smutne i dziwne, na równo z freskami zachwycałam się profesjonalnym rusztowaniem typu poznańskiego. Wszystko do siebie pasuje, wszystko przemyślane- a nie tak jak w większości moich przypadków, rusztowanie warszawskie sprężone z poznańskim, do tego konstrukcja z drewna i może nie runie, ale na wszelki wypadek nie wciągaj za dużo wiader.
Chodzi mi po głowie spisywanie w tym tonie wspomnień "konserwatora" tutaj na blogu. Raz żeby pośmiać się przez łzy, dwa przybliżyć moim czytelnikom trochę specyfikę tego zawodu.
Wracając do fresków.

Uwielbiam w oczyszczaniu to żmudne wyłanianie się. Tak jak w kredkach, z białego tła minuta po minucie pojawia się więcej. Czasem zaskakuje, czasem rozczarowuje, a czasem nawet nic się nie uda bo okazuje się że zasolenie, zawilgocenie, zwietrzenie czy zagrzybienia tynku z freskiem są tak duże, że staje się on nieczytelny, bądź odwarstwia się i jest nie do uratowania.


To właśnie te podniszczone kwarty, tylko odkryte i zabezpieczone do kolejnych prac utrwalania i punktowania, zachwycają mnie najbardziej.
Polska konserwacja ma tendencje do ponownej aranżacji, reorganizowania (często kompletnie bezmyślnie układu barw), a te brudne i poobdzierane kawałki mają w sobie odcisk historii i "to coś". W późniejszych pracach wszystkie braki i odspojenia zostaną zamalowane zgodnie z ciągłością wzoru. Nie sądzę by zrezygnowano z odstawienia wnętrz na blichtr. A szkoda...
W ten sposób odrestaurowano wnetrza bazyliki katedralnej Wniebowziecia NMP i św. Mikołaja na Starym Rynku. Pamiętałam ten obiekt jako zachwycający pod względem stiuków. Obecnie wszystko wymalowane na jasną biel, ornamenty pokryte złotem, dodatkowe doświetlenia sprawiły że mina mi zrzedła, a genialność stiuków, podkreślona jeszcze cieniami z kurzu co wyostrzało kontury zbladła. Spłyciła się na rzecz złotych ołtarzy, kontrastowo ciemnej ambony. Rozczarowała mnie.
Zachęcam do odwiedzenia tych wnętrz i to jak najszybciej by zobaczyć różnice, w trakcie, przed i po.
To kawał dobrej SZTUKI.

czwartek, 4 czerwca 2015

Łowickie pasiaki.

Uwielbiam ten zestaw kolorów w wełnie.
Będąc przejazdem z pracy do pracy w Łodzi, stwierdziłam że jest to dobra okazja żeby podskoczyć na obchody Bożego Ciała do Łowicza, będącego pod względem święta i folkloru już wysławionym.


Wpisując w google frazę "Łowicki pasiak" natknęłam się na ciekawe dla mnie porównanie, które satysfakcjonująco wyjaśnia mi motyw spódnic i spodni Łowiczan.


Na facebookowej "grupie tkackiej", już jakiś czas temu, któraś z członkiń zestawiła łowickie pasiaki z pasiakami meksykańskimi. Podobieństwo zestawień linii i kolorów jest zdumiewające. Nawet motywy kwiatowe na lamówkach powielają się. Polecam próbę samodzielnego zestawiania, bo od jaskrawości i szerokiej palety kolorów, aż poprawia się humor.
Dla mnie wyjazd skupił się głównie na detalach. Jako niespełniona krawcowa i pseudo badacz ubioru, nie mogłam przestać wzdychać na widok richelieu z kładzionym płaskim na rękawach, małych wiankach sztucznych kwiatków bezpośrednio we włosach lub w upięte w węzeł z tybetki. I najważniejsze... podszewki, a raczej jak to wygląda pod podszewki. Łączenia, szwy, podwinięcia.


Feeria barw na czole procesji święta Bożego Ciała w Łowiczu jest zdumiewająca i na prawdę robi wrażenie. Upał dziś był mocno nieznośny i podziwiam wszystkich w strojach ludowych, a zwłaszcza dziewczęta mocno obwiązane atłasowym gorsetem i mnóstwem fałd wełnianego pasiaka, które wytrzymały w słonku trzymając taśmy chorągwi 3 godziny obchodów procesji i mszy.


W ogromnym tłumie jaki panuje podczas procesji i późniejszego festynu trudno zrobić zdjęcia ludziom w samych strojach, choć ci bardzo chętnie pozują i cierpliwie znoszą wszystkie zachwyty. Zawsze jednak będzie w tle mnóstwo turystów i dmuchanych baloników, poruszonych ujęć czy nagłego ucięcia połowy postaci gdy modelka nie wiedząc że jest fotografowana ruszy nagle do dalszego marszu. Zadowalających wspomnień w postaci zdjęć jest mało, ale wspomnień w których nie można jednak wyjść z zachwytu stojąc koło tych kolorowych laleczek z karminowymi ustami w ogromie bufiastych spódnic posiadam ogrom.
Nie będę nudzić o tym jak łączony jest gorset i spódnicą i że przy tym buduje się plisy na 3, a nie na 2, nie będę tez wrzucać prowadzenia ściegu nićmi łowickich róż, po prostu zachęcam do wycieczki.
Może uda Wam się zakupić taki strój. Na obchodach, na rogu wejścia do starego rynku, stała babcia z chustami i elementami stroju. Samymi pasiakami, oraz pasiakiem z gorsetem. Części ludowej garderoby były znoszone, a komplet oceniam już na stan zabytkowy. Gdyby nie fakt że to nie mój region i nigdy nie miała bym okazji wykorzystać tego stroju nawet w celach nowoczesnego zestawienia (szkoda by mi było go zmieniać), zapożyczyła bym się nawet by sobie takie cacko sprawić.