Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredka. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2015

Rysunek- zacznijmy od początku.

 
Nigdy nie byłam dobra w rysunku.
W szkole plastycznej zaliczałam się do tych słabych. Owszem lekcje o perspektywie wysłuchałam, uwagi na temat, jakoby moje prace wyglądały jak talerz z rozgrzebanym obiadem również, i tak minęły 4 lata. Aż trzeba było zrobić dyplom z malarstwa.
Nie przyznam się ile lat temu to było, powiem tylko że dużo.
Na zaliczenie należało wykonać prace malarską i rysunkową. Usilnie staram się sobie teraz przypomnieć w jakich ilościach, ale mam pustkę w głowie, tym bardziej że nie dostosowałam się do wytycznych.

Ostatecznej fotografii pracy malarskiej nie mam. Była to "ikona" malowana owszem temperą (oj tam oj tam- kupną), ale tło było bardzo starannie pokryte... (uwaga...) złotolem. Ach i nawet ręcznik lniany do niej dołączyłam.

zdjęcie wykonane (wtedy naprawdę dobrej jakości!) telefonem

Co mi przyszło do głowy żeby prace rysunkową zrobić kredką? Nie wiem. W ogóle nie potrafię złapać idei jaka mi przyświecała. Najzwyczajniej w świecie powinnam wymęczyć "postać" i "martwą" ołówkiem, węglem, sepią, lub ewentualnie brudnym palcem. 

Pierwszy był kolega. Śmieszne zdjęcie, po tym jak naoglądaliśmy się "Labiryntu fauna". Cyk, w sumie czemu nie? i jest.
Z uciętą w proporcjach do połowy lewą dłonią.

bristol, 50x70 kredka

Kolejna była "rybka", zdjęcie z internetu, które zachwyciło mnie układem, kolorem i pozą.
Straszne rzeczy dzieją się z jej lewym okiem.

bristol, 50x70 kredka

A ostatnia była "babcia". Totalny odjazd kolorystyczny. Czasem na stronie ze śmiesznymi obrazkami, jest kompilacja prac artystów po danych używkach (jak alkohol, haszysz etc), "babcia" zdecydowanie zalicza się do prac po LSD. Najmniej udana.

bristol, 50x70 kredka
 
Kredek nie ruszałam przez kolejnych, długich, parę lat. Aż do teraz. I ciekawe na ile?

"pasterz" 40x60cm kredka

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Portret 1000 i jednej nocy.

Mocno sobie schlebiłam tytułem, ale już spieszę z tłumaczeniem.

Najczęściej inspiracje łapię, podczas wykonywania czegoś całkiem innego. Rzadko kiedy w mojej głowie rodzi się pomysł, który później trzeba opracować. dopracowywać, poszukiwać różnych wariantów. Jestem głównie kopistą i wynika to (jak chce sądzić) z zawodu. W konserwacji, czy w sztukatorstwie nie ma raczej miejsca na własną twórczość, wszystkie czynności skupiają się na odtwórstwie. To z kolei ciągnie temat rekonstrukcji strojów historycznych- ale o tym jeszcze nie raz.

W tym przypadku siedziałam wygodnie na wersalce i haftowałam, jednym okiem oglądając fatalny w scenografii, ale o zgrozo niesłychanie wciągający, serial "Wspaniałe stulecie". Nawlekam kolejną nitkę na igłę, źle życząc czarnemu charakterowi i nagle bum!
To światło, ten układ, te zmarszczki, broda i łysina. To! No i nowe kredki leżące na wyciągniecie ręki. Haft poszedł w kąt.

Dlatego "portret tysiąca i jednej nocy"? Bo serial opowiada o życiu sułtana Sulejmana Wspaniałego, a przedstawia jednego z aktorów, grającego postać głównego sędziego Konstantynopola.


Nie pisze tego by pochwalić się Wam nie wiadomo jakim osiągnięciem. Portret jest średni, a kartka to papier do drukarki- tylko takie miałam w sobotnią noc pod ręką. Cała radość jest w nowych kredkach i etapach wyłaniania się. Najczęściej większość z moich rysunków trafia do teczki by umrzeć w zapomnieniu, bo efekt końcowy jest taki sobie, lub całkiem nieudany. Cieszy mnie sam proces rysunku, tego jak nabiera kształtów i tego że odpowiedni kolor uzyskuje dopiero po nałożeniu 5 koloru kredki w to samo miejsce. No i cieszą mnie nowe kredki...

Po kolei. Print screen  z serialu i krok po kroku wyłaniania się.