Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecane. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 stycznia 2017

Próbnik etnografii Małopolski.

 ...czyli Rzecz Małopolska. Wzornik inspiracji etnograficznych.
Wydane z ramienia Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie.

Zależy nam na tym, by wzornik okazał się nie tylko poręcznym narzędziem dla współczesnych projektantów poszukujących etnograficznych inspiracji, ale też aby stał się impulsem do refleksji nad tożsamością Małopolski- regionu niezwykle zróżnicowanego, a postrzeganego dotąd niemal wyłącznie przez pryzmat stereotypu Krakowiaków i Górali.
Agnieszka Sabor

Brawo!


Ewelina Lasota, Katarzyna Piszczkiewicz, Anna Zabdyrska, Magdalena Zych odpowiedzialne za koncepcje takiego opracowania i publikacji obiektów w całości znajdujących się w kolekcji Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli w Krakowie są GE-NIA-LNE!!!


Mam ogromny sentyment do próbników. Są doskonale czytelne i ułatwiające pracę, ale swoją wagę mają i noszenie ich trzech firm dystrybuujących farby do konserwacji w torbie, wraz z dokumentacją na miejsca konserwacji jaką się zajmowałam, czuć jeszcze we wspomnieniach na ramieniu (były też dobre do przygniatania szlagmetalu, żeby przeciąg nie rozwiał nam jego przygotowanych do złoceń płatków). Są one nieodzownym narzędziem do pracy jakie prowadziłam i prowadzę, dlatego tak wielki mój zachwyt tą formą systematyki obiektów muzealnych. 
Posiadam wydanie drugie z 2016. Próbnik ten ląduje w torbie podróżnej i wraz z laptopem staje się nieodłącznym kompanem gdziekolwiek bym nie pojechała.


Każdy obiekt opatrzony jest krótkim opisem w dwóch językach i numerem ewidencji zbioru. W opisach autorzy stosują terminologię i nazewnictwo naukowe, co zawsze pozwalało na lepszy rozwój zagadnień we własnym zakresie, w tak wytyczonej ścieżce. 
Oby pomysł ten był bezczelnie zerżnięty przez resztę Muzeów!

sobota, 10 grudnia 2016

Góralskie łapawice i czapki.

To chyba najodpowiedniejsza pora na ten post. Nie tylko ze względu na odczuwalne zimno i potrzebę dbania o ciepłe uszy i ręce, ale także na zbliżające się święta i szukanie prezentów.


Ja zostałam obdarowana przez Ewę Sowińską ręcznie wyplataną czapką "ogniopiórą"- najpiękniejszą, najcieplejszą i najdroższą mi czapką jaką miałam i mieć będę. Uszy grzeje każde włókno osobno, przepuszczone przez palce wyplatającego. 
Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że Ewa jest mistrzem, który w tej dziedzinie zrzesza wokół siebie ogrom uczniów. Wszystko zaczęło się w Piwnicznej Zdroju, gdzie zwyczaj ręcznego wyplatania rękawic, czapek i skarpet ledwo dyszał. Dzięki paru zapaleńcom, który zdecydowanie przewodzi Ewa wszystko wybuchło z taką siłą, że poniosło się daleko w świat. 

Ela Regińska z Prząśniczki już wcześniej prezentowała szkołę Ewy i własne wyroby w technice wyplatania na prawidłach.


Tradycja łapawic góralskich sięga aż XVII wieku i w każdym muzeum można się na nie bez trudu natknąć.
Wyplatane w ten sposób przedmioty są niezwykle ciepłe. Czasem ręka w takiej rękawiczce może się i spocić, na szczęście są one łączone sznurkiem i noszone tak, że sznurek ten powinien przechodzić przez rękawy wierzchniej odziaty (kożucha, serdaka, u nas kurtki) w ten sposób nawet zzute nie zgubią się (znany Wam motyw dziecięcych rękawiczek jednopalczastych, by baraszkujące w śniegu dzieci ich nie pogubiły).
W Piwnicznej wyplata się cały rok. Powoli włóczki kupne zastępują ręczne przędzione z runa owiec wypasanych na tamtych terenach, a u wyplatających prócz samych prawideł i drewnianych igieł, jest coraz więcej grępli i kołowrotków.

 

Powyższe zdjęcia wykonane zostały w Dniach Piwnicznej w wakacje.
Co ciekawe, takie wyplatanie było zajęciem głównie męskim. 
Prawidła na rękawiczkę i palec do niej. Na czapkę. Na skarpetę z rzędem dziurek na kołeczki by zaplatać na nich osnowę. Mnogość wzorów zależnych wyłącznie od fantazji wyplatającego. Relaksująca i satysfakcjonująca praca, której efektem jest rzecz bardzo praktyczna i estetyczna, a wykonana z 100% wełny jeszcze zdrowa.

Jeśli chcielibyście stać się posiadaczami tych ręcznie wykonanych niezwykłych czapek i rękawiczek piszcie do Ewy (facebook Ewy) i do Jadzi ( jadzia.kulig@onet.pl )

 

Koniecznie wypatrujcie dalszych informacji o tych przedmiotach i samej Ewie, bo... w styczniu może odbędą się warsztaty wyplatania góralskich łapawic w Warszawie (z tego co podglądam działania koleżanek, powoli się do tego przymierzają). Bez problemu podglądnąć jednak możecie, a na pewno także spróbować swoich sił w podobnym wyplataniu, w Piwnicznej Zdroju, gdzie dziewczyny cyklicznie się spotykają w Miejsko Gminnym Ośrodku Kultury im.Danuty Szaflarskiej. Ja ze swojej strony serdecznie polecam te zejścia. Można nie tylko miło spędzić czas, ale i wiele się nauczyć, zwłaszcza że każda z przychodzących tam ma jakieś talenty (dziewiarskie, krawieckie, hafciarskie, kulinarne). Trzeba by być bardzo na nie, by nie znaleźć w Piwnicznej czegoś dla siebie. 



środa, 29 czerwca 2016

Beksiński na Zamku Królewskim w Sanoku.


Jedną z niewielu pozytywnych rzeczy jakie zaszczepiły we mnie studia, to regularne łażenie po muzeach.
Nie robię tego "przy okazji", ale nie raz specjalnie pokonuje po parę setek kilometrów by coś oglądnąć na żywo.
Ostatnio wyrwało mnie do Sanoka by pokontemplować tamtejszy zbiór Ikon (o nich może osobno). Beksiński był przy okazji, bo... po prostu tam jest.




Z każdą kolejną salą Ikon, rosło jednak we mnie napięcie. Beksiński. Beksiński. Piętro wyżej jest TEN Beksiński. 
Zawsze mocno przeżywałam jego obrazy, bo czytam go tak jak sama maluje- we fragmentach. Bo były to historie jakim mogłam sama nadawać temu malarstwu, szukając ich w siebie samej. Bo przedstawia treści pozornie niezrozumiałe, ale siedzące gdzieś we wnętrzu każdego z nas. Ten wiercący się niepokój. Wręcz strach który rozwiera szeroko oczy i każe patrzeć, patrzeć i patrzeć.



Jakież było moje rozczarowanie...
Pomijam 37 stopniowy upał i to, że na 3 piętrze zamku szukałam tylko miejsca by na chwilę gdzieś usiąść, przez co pierwsza sala wymagała powrotu w zwiedzaniu (sale są klimatyzowane, ale podróż i dłuższy już spacer po salach z Ikonami dał mi w kość).
Nie było oczekiwanego przeze mnie wow...

Wystawa zorganizowana jest wzorowo. Obrazy wiszą na dobrej wysokości, kierunek zwiedzania jest płynny i nie zmusza do kluczenia czy powrotów (czego nienawidzę). Doskonałe, niemęczące oświetlenie. Idealne zestawienie. Nawet przerywanie malarstwa fotografiami było spójne.
Ale gdzie treść?


Y, 2005
ostatni obraz artysty, ukończony w dniu jego śmierci
21.02.2005


Potrzebowałam dłuższej chwili by zrozumieć, że to nie Beksiński mnie zawiódł, ale to ja na niego inaczej patrze. Na wszystko patrze inaczej.

Beksiński pierwszy raz zawładnął moim umysłem ponad 12 lat temu. Od tego czasu zmieniło się wszystko. Przede wszystkim to jak ja sama maluje i to czego sama szukam w malarstwie innych.
To już nie przyjmowanie obrazu takim jakim jest, ale mozolne studium.
Kiedyś nie rozumiałam siedzących na ławkach w muzeum zwiedzających, wpatrujących się cały czas mojego zwiedzania w jeden tylko obraz.
Obecnie sama tak robię. To studiowanie tylko jednego fragmentu. Szukanie duktu pędzla, mieszania pigmentu, podłoża, łączenia się farb.
Technika, nie sam wizerunek.

Wyłapałam to oglądając zdjęcia z całego muzeum. Ikony fotografowałam również fragmentarycznie, szukając techniki.


AA79, 1979
fragment


AE75, 1975
fragment


AE80, 1980
fragment


L9, 2003
fragment


(zatłuczcie mnie, ale nie przepisałam danych obrazu, prawdopodobnie portret czytającego wujka z początków lat świadomej twórczości)



Największym plusem zwiedzania tej ekspozycji, była możliwość prześledzenia etapów rozwoju artysty, gdyż muzeum wystawia również jego szkice od lat dziecięcych, aż po koniec twórczości.
Zaliczyłam też szok i największy komplement od Kasieńki, kiedy pochylałyśmy się nad gablotą z rysunkami, a siostra stwierdziła "o! też takie kiedyś rysowałaś."

Muzeum Historyczne na Zamku Królewskim w Sanoku jest miejscem obowiązkowym do zwiedzenia.
Chciała bym, żeby choć co druga wystawa była tak zorganizowana i tak prowadzona.
Jedź i sam przekonaj się jak działa na Ciebie Beksiński.
Czy opowiada Ci historię, czy wciąga w strukturę.