piątek, 7 października 2016

Co w trawie piszczy?

Na pewno zauważyliście, że mocno przycichłam. Czuje się w obowiązku złożenia wyjaśnień.
Obawiam się, że stan ten będzie się utrzymywał przez całą zimę. 
Śmieszna rzecz. Podczas robienia zdjęć do postu o chuście tkanej na tri loomie, skręciłam nogę. Oczywiście zbagatelizowałam wypadek, bo ciągle jakimś ulegam i prawie zawsze działa to na zasadzie "poboli i przestanie, tym bardziej że nie mam czasu". Boleć bolało, smarowało się maścią, ale po trzech tygodniach coraz gorszego utykania, wylądowałam w ortezie i pakiecie leków.
Głównym jednak powodem nie pokazywania się Wam jest przeprowadzka z Beskidu Sądeckiego na Kurpie Białe. Na tyle daleko, że nawet mnie samej ciężko się z tym oswoić. I dalej jest...
W związku z tym na dzień dzisiejszy firma SZTUKI została zawieszona (zawieszona, nie zamknięta), a ja sama poszłam pracować do kogoś innego. Oczywistym jest, że inna praca i inne stanowisko zżera cały dzień i na dłubania nie zostaje już nic. 

Nie jestem w stanie określić ile taki stan może trwać. Czy zostanie tak na zawsze, czy w marcu, kiedy śniegi zejdą nie wrócę z kołowrotkami nad Poprad.


Tak na prawdę nie stanowi to żadnego problemu, ponieważ żabką można skoczyć wszędzie.
Mam godzinę drogi do Warszawy i powiem Wam, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Żaba śmiga po stolicy tak samo płynnie jak po Beskidzkich halach. I tak samo często w stolicy jak i na górskich rozdrożach gubimy drogę :-P

W Piwnicznej pozostawiłam po sobie konkretną grupę prządek, która swoje umiejętności przekazuje dalej. Teraz pora podbić środkową Polskę, tym bardziej- na szczęście- że i tu udaje mi się wzbudzać tematem wełny nie mniejsze zainteresowanie. 
Bo wełny i wszystkich podjętych się w tym kierunku działań nie zarzucam. Jutro ruszamy z 2016 ROKIEM POLSKIEJ WEŁNY - październik. W dalszym ciągu jest to temat żywy, w który wkładam swoje wysiłki.
Moje działania wytwórcze, realizowanie zaczętych pomysłów jak i wdrażanie nowych NIE USTAJE. To część mnie samej.
Jak ucichnę całkiem to znaczy, że nie żyje. 
Muszę gadać. I muszę coś, cokolwiek, codziennie, wytworzyć.


Złości mnie jednak trochę fakt, że nie mam aż tyle czasu na swoje realizacje- ale nie oszukujmy się, ciągle się o to złościłam, bo chce zrobić za dużo na raz. Zwykła praca pozwoli na szybsze zbieranie funduszy, na jak to się u nas mówi "rozkurz". Oczywiście na materiały do nowych realizacji.

Muszę, absolutnie muszę, wykonać dla siebie kopię obrazu renesansowej św. Katarzyny Aleksandryjskiej, patronki prządek.
Muszę, absolutnie muszę, uprząść niewiarygodny metraż wełny, bo w głowie tłucze się mi i już w snach męczy, projekt na spory gobelin o wełnianej tematyce. Więc musi być to ręczna wełna, tylko z danego terenu.
Za progiem zima, a ja dalej nie skończyłam pledu z własnej uprzędzionej wełny!
Mam sporo zamówień na rysunki.
Postanowiłam, że wracam do kostiumologi i szycia strojów z epok. 
Bliskość Muzeum Etnograficznego i Muzeum Narodowego w Warszawie, otwiera bardzo szeroki wachlarz możliwości i badań nad strojem.
Mam zamówienie na gorset, na kolejną chustę.
Do tego muszę odwiedzić tylu z Was, kiedy jesteście na wyciągnięcie ręki i zobaczyć Wasze warsztaty, wytwory Waszych rąk.

No i.... muszę wybadać wszystkie owieczki w okolicy. Źródło czarnogłówki i cakla mam już pewne. Czas na nowych dostawców.


Wielu z górskich znajomych, decyzji o zmianie miejsca zamieszkania wcale mi nie ułatwiało.
Oczywiście chce sobie schlebić, że kierowani byli sympatią i faktem, że nie będziemy mogli się widywać z taką częstotliwością jak dotychczas, ale...
Absolutnie nie zostawiam gór i nie tracę swojej tożsamości Czarnogóralskiej. Co miesięczne wyskoki są bezdyskusyjne. Choćby się waliło i paliło.
Bez obowiązku dbania o interesy firmy, zyskuje dużo luzu by całkiem wpaść w poszukiwania materiałów o Góralach Nadpopradzkich, gdzie pierwsze skrzypce na początek będzie grać właśnie Muzeum Etnograficzne w Warszawie i jego zbiory szkieł fotograficznych Wojciecha Migacza (polecam zapoznanie się z sylwetką tego samouka, Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu wydało piękny album z jego zdjęciami- muzeum youtube )

A... no i jeszcze haftowane broszki... W ten weekend mnie naszło...

Mam tyle pracy, że nie wiem w co ręce włozyć!
Czyli jak zawsze ;-)

Jest Was, moi kochani obserwatorzy, prawie czterysta na facebookowym funpage. Będzie mi ogromnie miło, jeśli zechcecie mi potowarzyszyć w poznawaniu Kurpi (Białych Kurpi- bo to sporo różnic jest między poszczególnymi obszarami i dla nas to ważne). Dalej poznawać Sądecczyznę (Łemkowie, Lachy, Pogórzanie, Zagórzanie, Górale Łąccy, Czarni Górale i tak dalej). Dalej prząść i być dalej zachęcanymi do kolejnych pomysłów rękodzielniczych.
Sztuki twórz!


I strzeżcie się.... bo góralka grasuje po Mazowszu.

7 komentarzy:

  1. Podziwiam Cie już od dłuższego czasu. Podziwiam za tak wielki talent w tym co robisz , ale teraz najważniejsze zdrowie. Zadbaj o siebie i wracaj do nas. Bo możesz być przykładem dla każdego . W dzisiejszych czasach tak mało ludzi z taką wrażliwą , artystyczną duszą. Powodzenia i dużo zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złego diabli nie biorą :P Dbam o siebie, jem leki i trzymam nogę w górze. Dziękuję za miłe słowa :*

      Usuń
  2. Strach się bać, góralka grasująca po Mazowszu i w dodatku w mojej okolicy. Powodzenia i życzę powrotu do zdrowia i pełnej sprawności. Pozdrowienia z Puszczy Białej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To sobie Pan narobił, że się Pan przyznał.

      Usuń
    2. Daję cynk że w Białymbłocie dokładniej w Nowej Wsi "podobno" są owce (podobno bo informacje pochodzą z 2014 i 2015 roku więc jak były to do tego czasu powinny być). Nie potwierdzam tych informacji bo nie chciało mi się ruszyć i samemu pochodzić i poszukać

      Usuń
    3. Jak można się z Panem płynniej skontaktować?
      ja:
      lomnicka.karolina@gmal.com
      lub facebook Łomnicka Karolina

      Usuń