sobota, 9 maja 2015

Pranie runa owczego.

Czyli jak ta SZTUKA wygląda w moim wykonaniu.

Każda z prządek ma na to jakiś swój sposób. Niektóre moczą i opłukują, inne są w tak dobrej komitywie ze swoją pralką, że na programie wełna są w stanie wyciągnąć runo czyste i niesfilcowane, jeszcze inne przelewają silnym nurtem wody na siatce.
A nasze babki nie prały runa przed przędzeniem, a dopiero po. Obecnie ciężko znaleźć owce nastawione głównie na chów ze względu na runo, dlatego włosiu nie poświęca się odpowiedniej uwagi i jest ono często zbyt brudne by można było próbować prząść bezpośrednio ze strzyży, a dopiero później prać motki.
Jesteśmy też inaczej nastawieni do takich prac. Nie sądzę by dobrym pomysłem było by wysypanie wora wełny, jeszcze ciepłej od owcy, na podłogę w kuchni i przebieranie jej- przynajmniej nie w formie jaką często udaje mi się dostać.

Co jest potrzebne do wyprania runa?
Woda i samo runo.
Niejednokrotnie słyszałam że bardzo ważnym jest by woda była miękka. W mojej ocenie woda z ujęcia miejskich wodociągów, która zostawia nam w czajnikach i kubkach grube warstwy kamienia, nie zaszkodzi. Tym bardziej, że jak już wspomniałam, runo które udaje się nam dostać jest różnej jakości, a kupne czesanki i tak są zmienione w strukturze przez chemiczną obróbkę przygotowawczą.
Więc jaka różnica? 
Czy kiedykolwiek udało się Wam ją wyłapać?

Ja mam to szczęście że koło mojego domu przepływa potok, dając mi tym samym nieograniczoną ilość wody do płukania. A czy jest miękka czy twarda? Ta sama, którą mamy w studni, a po niej czajnik trzeba odkamieniać.

(jeśli chcesz powiększyć zdjęcie, kliknij na nie)


Mając oba komponenty można śmiało stawać do walki z naturą, by sobie ją podporządkować.
Czego użyć by lepiej wypłukać brud?
Odradzam proszki. Nie nadają się. Obecnie na rynku mamy proszki skondensowane i wsypanie do wiadra choćby łyżki stołowej da wam dużo piany i dużą siłę. Podobnie jest z płynami do naczyń. Jakiekolwiek ludwiki czy inne magiczne mikstury mogące kroplą zmyć całą zastawę po weselu, są za mocne.
O co mi chodzi z tą mocą?
Na początku zabawy z runem, usłyszałam że na koniec prania można by było dolewać lanoliny w płynie. Zmiękcza ona i uplastycznia runo, sprawiając że jest delikatne i miłe w dotyku. Tylko po co? Nie łatwiej i taniej po prostu nie wypłukiwać naturalnej lanoliny z runa?
Jak to zrobić?

Kupić najtańszy szampon. Moim ulubionym jest ten za 5zł 1litr.


Do wyboru, do koloru. Obecnie na stanie posiadam pokrzywowy i jajeczny. Taka tuba wystarcza mi na wypranie jakiś 50kg, a i to z wielką rozrzutnością.
Szampony te są tak byle jakie, że doskonale zmiękczają wodę, ale nie dopierają. Tak więc wszelkie odchody, mocz i inne zabrudzenia doskonale od włosia odmakają, a szampon nie zostawia piany i nie wymaga wielokrotnego płukania.
Jakie ilości?


Na 10 litrowe wiadro, wlewam płytką garstkę szamponu. U mnie ta garstka ma jakieś 1,3 łyżki stołowej.
Ważna rzecz. Po wlaniu szamponu do wody należy wodę zburzyć, by szampon dokładnie w niej rozprowadzić. To sprawi że cała woda jest pełna detergentu i dotrze on wszędzie do runa. Nie należy wsadzać runa do wody, wlewać detergentu, a później mieszać. To po prostu strata materiału i więcej pracy z ponownym dolewaniem i gnieceniem by wszędzie dotarł środek piorący.


W moim przypadku nawet tak mała ilość daje sporo piany. 
Kolejny krok- nabierz runa i wsadź do wody.
Woda jest zimna. Musi być zimna. Nie bawcie się w podgrzewanie do letniej, nawet taka wystana na słońcu, która jest miła dla ręki odpada. Musi być zimna.
W ten sposób unikniecie najmniejszego nawet sfilcowania. Wełnie w takiej wodzie nie przyjdzie to nawet na myśl. Można ugniatać, nawet potrzeć jak w praniu ręcznym skarpetek, rozciągać, mieszać, wywracać, wyciskać, wyżymać. Nie filcuje się.
Największym jednak plusem zimnej wody jest to, że nie wypierze ona tłuszczu. W moim praniu zwracam na to szczególną uwagę. Bardzo nie lubię kupnych czesanek, suchych, idealnych, aż szeleszczących w palcach, przechodzących na wrzecionie jak drut. Zimna woda z detergentem pozostawi na pewno jakieś 40% zatłuszczenia, runo przestanie być w ten charakterystyczny sposób aż lepkie, ale w dalszym ciągu można palcami wyczuć tą miękkość i wczepność włosia samego w siebie.


U mnie takie wiadereczko na moje prace przerobowe to za mało. Posiadam dwie kastry budowlane po 80litrów, które w całości zapełniam.


Najlepiej zostawić runo na noc do moczenia. Po takim czasie wystarczy tylko płukać by pozbyć się brudów. Niestety wszelkie trawy, nasiona czy patyczki zostają.
Szamponu używam wyłącznie do pierwszego moczenia/płukania. Kolejne tylko czysta, zimna woda.

1 płukanie
2 płukanie
3 płukanie
4 płukanie
5 płukanie

W wodzie wełnę rozciągam, trę o siebie delikatnie, mieszam. Po ostatnim płukaniu wręcz wykręcam i rozkładam na suszarce z rozciągniętym na nim płótnie (sposób wg mnie najlepszy, gdyż runo suszy się od góry i od dołu), oraz na rozłożonych poszwach bezpośrednio na ziemi.


Później kolej na resztę prac przygotowawczych do przędzenia, te jednak w kolejnych postach.
Nic co tutaj wypisałam nie może być traktowane jako wytyczne. To jedynie mój sposób, który dla mnie samej jest idealny. Każda z prządek kieruje się własnymi standardami i ma swoje patenty na obróbkę runa.
To dopiero 2 rok mojej przygody z wełną, wiele czynności jeszcze szlifuję, wiele pozostaje jeszcze do odkrycia. Opis mojej techniki prania ma na celu przybliżenie początkującym jednej z możliwości, a zaawansowanym podglądnięcie jak to robi sąsiad w hobby.

Masz pytania? A może chcesz mi podpowiedzieć co usprawni moje działania?
Pisz! lomnicka.karolina@gmail.com

Jeśli chcesz poczytać o kiszeniu runa owczego (przetestowana opcja eliminacji w runie "tragicznym" zabrudzeń pochodzenia roślinnego) zaglądnij na mój stary blog:
http://nicoletta-nulla-dies-sine-linea.blogspot.com/2014/10/kiszenie-wenyruna-owczego.html

 Do dzieła!


4 komentarze:

  1. Dla mnie rewelacja :) bo przyznam szczerze że prania bałam się najbardziej ale nie taki diabeł straszny ......
    Dziękuję bardzo za wpis sezon letni się zaczyna więc trzeba popróbować :)
    Pozdrawiam cieplutko Aśka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że mogłam pomóc i zachęcić. Mam nadzieję, że to nie ostatni raz. Życzę udanych realizacji. Buziaki.

      Usuń
  2. ja również dziękuję, przywiozłam dziś czarnogłówkę i może w końcu odważę się wyprać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do boju. Nie ma czego się bać. Chyba że uczulonych na smród domowników ;)

      Usuń