czwartek, 8 września 2016

Tri loom- krosno trójkątne.

Chwalenie się nieudaną realizacją nie należy do zwyczajów Wytwórców Wszelakich. Raczej filtrujemy to co chcemy Wam pokazać. 
No chyba że wpadka jest śmieszna, co wprowadzi w obserwatorów luźniejszą atmosferę w tym całym zalewie doskonałości ;-)
Zdecydowałam, że "tą" wpadką muszę się koniecznie pochwalić, ponieważ mało w języku polskim treści o tej technice dostępnych w internecie- przynajmniej tak było dla mnie w maju.

Bo w maju zaczęłam...

Albo w kwietniu... Bo na niektórych zdjęciach widzę jeszcze nie wysadzone pomidory.

Technika tkania "za nitką" doświadczonym, czy obytym jest doskonale znana, chciała bym ją jednak nagłośnić i wskazać tym, którzy chcieli by tkać, ale nie mają możliwości, ani zdolności do poważnego podejścia do sprawy- czyli ogarnięcia technicznego i sprzętowego- a nie wiedzieli, że w domowym zaciszu, kosztem 20zł, mogą tworzyć cuda.

Do tkania za nitką, potrzebna jest ramka i choćby stara sznurówka.
Tyle. 
Do dzieła!

Tri loom.
Triangle loom.
Krosno trójkątne.
Co to takiego?
Jest to ramka drewniana, o kształcie trójkąta prostokątnego, z nabitymi na stałe gwoździkami. By tkanie na takiej ramce było wygodniejsze, preferowany do niego jest stojak. W moim wypadku pomogła mi sztaluga malarska.

Jak się na tym tka?
Pamiętacie zajęcia techniczne w szkole, kiedy tkało się ramki na tekturce?
Zasada ta sama. Od prawego do lewego co druga nitka pod spód, a kiedy wracamy, od lewego do prawego, naprzemiennie, ta co była pod spodem musi być na górze. Tak otrzymujemy splot płócienny.

Nic Wam to nie mówi, co?




 Zaczyna się od 1:40 pokazem różnych typów tri loomów.  

Od tego filmiku zaczęłam.
Ale... Kto by tam się bawił w takie malutkie rzeczy. Jak działać to konkretnie!


U mnie podstawa (na zdjęciu górna listwa) ma 160cm długości. Widać przy drzwiach do "biura" jak szeroka jest.
Na czym polegał mój błąd? (Pierwszy błąd). I jaki błąd popełnia większość zaczynających budowę tri looma?
Ilość gwoździków.
Na każdym z ramieniu musi być tyle samo gwoździ. Przykładowo, na każdym ramieniu musi być 14 wbitych gwoździków.
Teraz to oczywiste i na prawdę nie wiem jak mogłam nie kwestionować bzdurnego przekonania, że przecież musi być dwa razy tyle. Po jedną ilość na jedno ramie.
Więc błędnie na krótkie ramiona wbiłam 14 gwoździ, a na długie 28.
Zemściło się, bo co drugi trzeba było opuszczać, a jak już opuszczałam, to przecież wychodziło nierówne nabicie w wychodzącej tkaninie.

Tyle, że jak już zbiłam tak duże krosno. Nabiłam te dziesiątki gwoździków (z Kasieńką). To stwierdziłam że skończę. Że doprowadzę to do skutku, wietrząc że popełnię jeszcze inne błędy i niech ten egzemplarz będzie od a do z edukacyjno pokraczny.

Przy pilnowaniu równego opuszczania za dużej ilości gwoździków i (drugi błąd) denerwowania się, że wyrywam sobie te goździki- bo zaangażowanie początkującego powodowało zbytnie naciąganie nici- pomyliłam przeplatanie i wylazła nitka, która została w pewnej długości.
Nie da się jej ani wpleść, ani uciąć (zrobiła bym wtedy dziurę).


Trzecim błędem było naciągnięcie do granic możliwości górnego wątku. I nie dobicie go próbami kolejnych przeplatań (bo też zabrakło gwoździ - wróć pierwszy błąd), co za skutkowało stworzeniem ślicznych pętelek, prócz jednej jedynej. Środkowej.
Po ściągnięciu z krosna wygląda to tak, jakby to nić pozioma była zbyt naciągnięta, a pionowa za luźna.


Czwartym błędem, którego nawet nie sfotografowałam, były kombinacje z frędzlami.
Bo chusta musi mieć frędzle. Zwłaszcza duża chusta. Najlepiej niech ma duże frędzle!
No i tak przedobrzyłam, że pół dnia prułam to co nakombinowałam.
Finalnie zdecydowałam się na supełkowane strzępki z podwójnej nitki. Są zdobne i lekkie.


Do wykonania chusty użyłam ręcznie przędzionej wełny z polskiej barwnej owcy górskiej.
Dublowanej.
Podwójnej!
Chusta jest gruba jak dywan. A żre tak, że jeśli kiedykolwiek ktoś się na nią skusi, to aż mi się buzia śmieje na myśl, jaką karę będzie mieć.
Znajoma stwierdziła, że jest obrzydliwa i że nie chodziła by w takiej.
Jest genialna!
Uwielbiam tego potworka za te błędy, za nierówności, za grubość, za niesamowite ciepło, za to że jest z owiec które promuje i które znam. Za to że jest siermiężna. Za to że czerń przełamana jest brązem, a to ma dla mnie ogromne znaczenie pod kątem guni tutejszych górali, które wykonywane są dokładnie z takiej wełny.


100% ręczna strzyża.
100% ręczna przędza.
100% ręczne tkanie.
100% moje.

Polecam każdemu spróbowanie się w tej technice.
Szczególnie polecam na warsztaty z dziećmi (oczywiście w mniejszych rozmiarach), bo jest technika niewiarygodnie prosta, a efekt stworzenia czegoś z niczego daje ogrom satysfakcji.
Jeśli nie lubisz wełny, weź bawełnę, albo akryl, albo pocięte na paski t-sherty. Może sznurek? Albo tasiemka?
Nie musisz też tkać na trójkącie. Możesz sobie zrobić pled- za jednym razem dużą całość, bądź segmenty, które zszyjesz/połączysz szydełkiem tym samym materiałem.


A jak już się nauczycie prostego przeplatania płóciennego to:

Mam nadzieje, że moje błędy pomogą Ci uniknąć swoich i że Twoja pierwsza chusta od razu będzie w każdym względzie doskonała.
Mam też nadzieję, że zachęciłam Cię do spróbowania tej techniki.
Sztuki twórz!


2 komentarze:

  1. po mimo tych błędów i tak mi się podoba!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachęciłaś :) Tylko gdzie ja taka ramę wstawię XD

    A o błędach trzeba pisać. W końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, a często przedstawiamy się jako magicznie-nieomylni stwórcy i to jest niewiarygodne.
    I jeszcze jeden plus pokazywania błędów - widać postęp :)

    OdpowiedzUsuń